Spraw, by historia Partyzanta zakończyła się happy endem!
To ogłoszenie może być nieaktualne.

Nie chcę pamiętać jakim to zrządzeniem losu straciłem swój dom. W takim rytmie mijały moje dni: wymazać poczucia bezradności, przetrwać, podołać bólowi, jaki doskwierał po potrąceniu przez samochód, zdobyć jedzenie, zejść ludziom z oczu, złapać kilka godzin czujnego snu. Z tygodnia na tydzień było coraz gorzej, nieustępliwa srogość zimy odbiła się na moich kościach i stawach. Stał się jednak mały cud, który z czasem przerodził się w większy. Ku mojemu zdumieniu pojawiła się grupa ludzi przez duże „C”. Za punkt honoru przyjęli pomóc mi, właśnie mi! Nie do końca pewny ich intencji nie ułatwiałem im sprawy  ale… udało się. To był przełomowy moment. Wygrałem tak wiele: bezpieczeństwo, ciepło, spokojny sen, pełną miskę, łagodność głosu i dotyku oraz wsparcie medyczne. Dźwigałem się więc z poddańczej postawy, wracała moja ufność w ludzkie intencje, a te są takie, by przygotować mnie do dopiętej na ostatni guzik adopcji (czeka mnie więc jeszcze m.in. kastracja). Mam około 5 lat, jestem dużym mixem malamuta z owczarkiem (jednym słowem kundlem z zacnymi przodkami w tle), z zawadiackim błyskiem w oku, uśmiechem dla tych, którzy nań zasługują i ponoć z urodą i stopniem inteligencji, którymi to wprawiam w zdumienie moich obecnych opiekunów. Bardzo szybko się uczę nowych zasad panujących w miejscu mojego pobytu, gdzie jest mnogość mnie podobnych istot. Nie gryzę ich ale czasem przywołam do porządku jednym warknięciem: „Król wszak może być tylko jeden.” Mam zapędy obronne wobec jednej z moich wybawczyń ale cóż w tym dziwnego? Doświadczyłam od Niej tyle dobra! Znam podstawowe komendy, rozpracowuję ze skutkiem pozytywnym smycz. Wiem, że dam z siebie wszystko, byle w pełni urzec tego jednego, jedynego pana (a może panią?), rozbudzić w nim odpowiedzialną, troskliwą miłość (tej nie zawiodę) i zyskać przedmiot moich marzeń – prawdziwy dom. Wierzę, że pewnego dnia tak się stanie. Może właśnie ktoś z Państwa zapragnie dopisać szczęśliwe zakończenie mojej historii? Proszę o to: ja Partyzant (dla innych Niuniek), pies z charakterem, polecany dla osób z silną i zrównoważoną psychiką, aktywnie spędzających czas  ale także pełnych empatii i… serca. Na to ostatnie liczę najbardziej. Potrzeba mi ludzkiej rodziny, której troskę o mnie spłacę na tyle, na ile pozwolą mi moje chęci (te mam nieograniczone) i moja iście psia natura.Nie chcę pamiętać jakim to zrządzeniem losu straciłem swój dom. W takim rytmie mijały moje dni: wymazać poczucia bezradności, przetrwać, podołać bólowi, jaki doskwierał po potrąceniu przez samochód, zdobyć jedzenie, zejść ludziom z oczu, złapać kilka godzin czujnego snu. Z tygodnia na tydzień było coraz gorzej, nieustępliwa srogość zimy odbiła się na moich kościach i stawach. Stał się jednak mały cud, który z czasem przerodził się w większy. Ku mojemu zdumieniu pojawiła się grupa ludzi przez duże „C”. Za punkt honoru przyjęli pomóc mi, właśnie mi! Nie do końca pewny ich intencji nie ułatwiałem im sprawy  ale… udało się. To był przełomowy moment. Wygrałem tak wiele: bezpieczeństwo, ciepło, spokojny sen, pełną miskę, łagodność głosu i dotyku oraz wsparcie medyczne. Dźwigałem się więc z poddańczej postawy, wracała moja ufność w ludzkie intencje, a te są takie, by przygotować mnie do dopiętej na ostatni guzik adopcji (czeka mnie więc jeszcze m.in. kastracja). Mam około 5 lat, jestem dużym mixem malamuta z owczarkiem (jednym słowem kundlem z zacnymi przodkami w tle), z zawadiackim błyskiem w oku, uśmiechem dla tych, którzy nań zasługują i ponoć z urodą i stopniem inteligencji, którymi to wprawiam w zdumienie moich obecnych opiekunów. Bardzo szybko się uczę nowych zasad panujących w miejscu mojego pobytu, gdzie jest mnogość mnie podobnych istot. Nie gryzę ich ale czasem przywołam do porządku jednym warknięciem: „Król wszak może być tylko jeden.” Mam zapędy obronne wobec jednej z moich wybawczyń ale cóż w tym dziwnego? Doświadczyłam od Niej tyle dobra! Znam podstawowe komendy, rozpracowuję ze skutkiem pozytywnym smycz. Wiem, że dam z siebie wszystko, byle w pełni urzec tego jednego, jedynego pana (a może panią?), rozbudzić w nim odpowiedzialną, troskliwą miłość (tej nie zawiodę) i zyskać przedmiot moich marzeń – prawdziwy dom. Wierzę, że pewnego dnia tak się stanie. Może właśnie ktoś z Państwa zapragnie dopisać szczęśliwe zakończenie mojej historii? Proszę o to: ja Partyzant (dla innych Niuniek), pies z charakterem, polecany dla osób z silną i zrównoważoną psychiką, aktywnie spędzających czas  ale także pełnych empatii i… serca. Na to ostatnie liczę najbardziej. Potrzeba mi ludzkiej rodziny, której troskę o mnie spłacę na tyle, na ile pozwolą mi moje chęci (te mam nieograniczone) i moja iście psia natura.

Lokalizacja: Łódź

Osoby zainteresowane adopcją i większą ilością informacji o Partyzancie proszone są o kontakt pod numerami 604172408 oraz 602457408.
Wyślij Odpowiedź